Rozmowa kwalifikacyjna

7 typowych błędów na pierwszych rozmowach kwalifikacyjnych

Pierwsza rozmowa kwalifikacyjna już za moment. Wyobraźnia pracuje pełną parą, podsuwając co czarniejsze scenariusze trudnych pytań i intensywnego rumieńca na Twej twarzy, gdy po raz kolejny przyznajesz, że nie wiesz, nie znasz, pierwsze słyszysz. A potem to czekanie na telefon z werdyktem, kolejny tydzień wpatrywania się w komórkę, która milczy uparcie. Aż w końcu musisz spojrzeć prawdzie w oczy – rekruter nie dzwoni nie dlatego, że zgubił Twój numer i gorączkowo go poszukuje. Nie dzwoni, bo Twoja rozmowa okazała się porażką.

Na początek dobra wiadomość – w IT taki scenariusz rzadko się sprawdza. Zła natomiast jest taka, że jedynym mało prawdopodobnym fragmentem jest ten o braku informacji zwrotnej – wiele firm jednak odezwie się, żeby grzecznie poinformować o braku zainteresowania Twoją mniej lub bardziej skromną osobą. Czy jednak pierwsza rozmowa musi się skończyć powrotem do rozsyłania CV? Niekoniecznie! W wielu przypadkach do porażki przyczyniają się określone błędy, typowe dla osób dopiero rozpoczynających przygodę z uczestnictwem w rozmowach kwalifikacyjnych. Oto te błędy – przy czym warto pamiętać, że odwrotne do nich skrajności są równie destrukcyjne dla wywieranego przez kandydata wrażenia.

1. Postawa ucznia, który zapomniał ściąg

Czyli kandydat czujący się jak student na egzaminie, do którego na dodatek zupełnie się nie przygotował. Stres jest oczywiście rzeczą normalną i zrozumiałą. Ba, zdarza się, że rekruter sam jest zestresowany, zwłaszcza jeśli to jedna z pierwszych rozmów, które prowadzi. Nie ma jednak powodu, żeby zachowywać się jak na przesłuchaniu, w dodatku w sprawie, w której zebrano już przeciw nam niepodważalne dowody. Rozmowa rekrutacyjna nie służy przyłapaniu Cię na niewiedzy! Nie polega na szukaniu dziury w całym ani drążeniu niuansów, które mogłyby Cię pogrążyć. Wiele osób spodziewa się czegoś takiego odruchowo, nauczone doświadczeniami ze sprawdzianów i egzaminów (jak to świadczy o podejściu do weryfikacji wiedzy w naszym systemie edukacji, to już materiał na oddzielną dyskusję). Delikwenci tacy patrzą na rekrutera jak na kata, który unosi nad ich szyją niewidzialny miecz podchwytliwych pytań. Boją się cokolwiek powiedzieć, plączą w zeznaniach – w końcu wszystko może zostać użyte przeciwko nim. A tymczasem…

Rozmowa kwalifikacyjna, poza tym, że jest "kwalifikacyjna", to przede wszystkim jest ROZMOWĄ. Ma na celu weryfikację, czy kandydat i firma pasują do siebie. Tak, to proces dwustronny. Także firma chce się spodobać kandydatowi. Nikt nie ma za cel na niczym go przyłapywać - skoro kandydat został zaproszony na rozmowę, to znaczy, ze firma go potrzebuje! Gdyby nie chcieli go zatrudnić, nie traciliby pieniędzy na proces rekrutacyjny. Muszą jednak się upewnić, że posiada kompetencje, które pozwolą mu wykonywać obowiązki, które miałyby potencjalnie zostać mu narzucone.

 

2. Milczenie

Jednym ze skutków powyższego jest postawa milcząca. Kandydat boi się odezwać, żeby nie powiedzieć niczego głupiego. Tymczasem milczenie jest zazwyczaj odbierane gorzej niż nieprawidłowe odpowiedzi. Jeśli coś Ci świta, nie bój się z tym zdradzić. Nawet jeśli chybisz, możesz być blisko. Nawet jeśli nie będziesz blisko, możesz swoją wypowiedzią zasugerować, że jesteś istotą myślącą. A to w IT jest cenniejszą właściwością niż konkretna wiedza.

Brak wiedzy często można nadrobić, okazując zdolności do przetwarzania informacji. Nie milcz zatem, jeśli coś Ci świta, i nie bój się mylić.

 

3. Na uczelni nie mieliśmy vs. bardzo dobra znajomość

Czyli dwa końce tego samego kija – kurczowe uczepienie się uczelni jako źródła swojej wiedzy. Jeśli umiejętności w zakresie danego języka programowania ograniczają się do zaliczenia semestru (nawet na piątkę) i wykonania na koniec zaliczeniowego projektu na spółkę z kolegami, wpisywanie w CV „zaawansowanej znajomości” jest lekką przesadą. Z drugiej strony, jeśli nie znasz jakiejś technologii, mówienie, że nie było tego na uczelni, w niczym nie pomoże. Nie znasz i tyle. Winnych tego stanu rzeczy nie poszukuj, bo jedyne, co możesz w ten sposób uzyskać, to wrażenie osoby, która lubi zrzucać na innych odpowiedzialność za swoje niedociągnięcia.

Uczelnia uczelnią, ale prawda jest taka, że studia mogą Ci tylko pokazać pewne technologie i zmusić do nauczenia się podstaw. Dobry informatyk sam poszerza swoją wiedzę. Nie czeka, aż ktoś będzie kazał mu coś zrobić pod groźbą niezaliczenia. Aby dobrze pracować, należy stałe poszerzać swoje kompetencje i brać pełną odpowiedzialność za własny rozwój.

4. Coś o was słyszałem, ale się nie wgłębiałem

Dobrze jest chociaż zajrzeć na stronę firmy, do której się aplikuje. Czasem studenci składają CV tam, gdzie dostali się ich znajomi, nie kłopocząc się sprawdzeniem, co ta firma w ogóle robi. Grunt, że zatrudnia studentów.

Okaż minimum zainteresowania firmą, w której chcesz pracować. Nawet, jeśli szukasz pracy w takiej desperacji, że nie obchodzi Cię nic prócz faktu, że firma ma wakaty.

5. Niestety nie wiem nic o testowaniu

Inny wariant problemu ze słaniem CV na oślep – brak zainteresowania stanowiskiem, które miałoby się zajmować. Autentycznie, zdarza się, że osoby aplikujące na staż testerski nie przygotowują się do rozmowy nawet na tyle, żeby przeczytać w internecie, jakie mamy rodzaje testów. A że testowania nie miały na uczelni… Nie wiedzą nawet tego, co wyskoczyłoby pod pierwszym z wyników wyszukiwania pod hasłem „testowanie oprogramowania”.

Rozejrzyj się w internecie za informacjami z zakresu stanowiska, na które aplikujesz.

6. Nie znam i nie chcę

Zdarza się, że kandydat niewiele wie, ale już wie, czego nie chce wiedzieć. Lekcje niemieckiego w firmie? E, nie… Front end? Nie, to mi nie leży… Oczywiście, dobrze jest wiedzieć, czego się chce i mieć sprecyzowany kierunek rozwoju. Jednak na początku kariery nie ma sensu się do niczego uprzedzać. Może zajęcia z danej technologii były prowadzone w kiepski sposób, ale to nie znaczy, że nigdy nie znajdziesz przyjemności w pracy z nią. Skąd wiesz, że czegoś nie lubisz, skoro niewiele o tym wiesz?

Nie zamykaj się na naukę i poznawanie nowych rzeczy - zwłaszcza na etapie, kiedy niewiele ich jeszcze znasz.

7. Na początek, wiadomo, dyszka na rękę!

Wymagania finansowe nieadekwatne do posiadanej wiedzy i doświadczenia, a raczej ich braku. Przynajmniej kandydat znajduje się w stanie równowagi, niski poziom kompetencji jest nadrabiany przez wysokie poczucie wartości własnej osoby jako pracownika.

Zorientuj się, ile zarabia się na danym stanowisku z Twoim doświadczeniem i wykształceniem. Takie informacje można łatwo znaleźć w internecie. Następnie spróbuj zorientować się, czy firma, do której aplikujesz, płaci zgodnie ze średnia, powyżej czy raczej poniżej, i dopasuj do tego swoje oczekiwania. Oczywiście możesz powiedzieć, ze oczekujesz odrobinę więcej, niż rzeczywiście chcesz, bo będą prawdopodobnie negocjować, ale nie przesadzaj.

Posumowując…

Rozmowa kwalifikacyjna to nic strasznego. Jednak należy się do niej właściwie przygotować – przede wszystkim merytorycznie, ale i przyjmując odpowiednią postawę. Nie należy iść na nią jak na ścięcie, ale też nie ma sensu zgrywać cwaniaka. Warto rozmawiać z rekruterem jak z człowiekiem. Nie wstydzić się swojej niewiedzy czy zdenerwowania, ale też nie dać się im zdominować. I warto pamiętać, że zazwyczaj rekruter zadaje coraz trudniejsze pytania, ale kandydat niekoniecznie musi znać wszystkie odpowiedzi, żeby dostać pracę. Pytania te służą zwykle precyzyjnemu określeniu poziomu – jeśli ktoś świetnie sobie radzi z pytaniami przygotowanymi dla juniora, warto zadać mu pytania na „regulara” – a nuż okaże się, że chociaż kandydat startuje na stanowisko juniorskie, posiada wiedzę kwalifikującą go wyżej. A jeśli nie, nic strasznego się nie stanie. Po prostu zostanie oceniony jako junior, czyli tak, jak zakładano na początku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *